czwartek, 24 kwietnia 2014

Rozdział 4

       #oczami Victorii#
Kiedy Alex wyszła z domu, Louis uspokoił się. Siedziałam w swoim pokoju i przeglądałam album ze zdjęciami moimi i Liama. Kocham go. Kiedy patrzyłam na te wszystkie zdjęcia chciało mi się płakać. Nie sądziłam, że kiedykolwiek mogło mnie spotkać takie szczęście z chłopakiem. Nagle zadzwonił telefon. Nie patrząc kto to odebrałam go.
-Halo - zaczęłam rozmowę.
-Cześć Vicki - uśmiechnełelam się, bo już wiedziałam kto to.
-Liam, cześć. Co jest?
-No nudzę się może chciałabyś się spotkać?
-Jasne tylko gdzie?
-Park?
-Brzmi idealnie. 
-No to super, mozesz juz wychodzić bo jestem juz w połowie drogi.
-Oki papa misiek.
-Paa.
Okej, lubię takie spacery z Liamem. Tylko w co ja się ubiorę? Hmmmmmm. Wyjżałam przez okno balkonowe znajdujące sie w moim pokoju. Okej. Nie jest zbyt ciepło. Założyłam wiec na białą podkoszulkę, którą miałam już na sobie przedtem różową bluzę. Na nogi założyłam swoje ulubione ciemne jeansy. Okej jestem gotowa. Wzięłam jeszcze brązową torbę na ramie i zbiegłam po schodach
na parter domu. Louis siedział w kuchni z telefonem w ręku i śmiał się.
-Lou wychodzę.
-Okej -to dziwne zawsze Louis pyta sie nas np. "GDZIE IDZIESZ" , "A Z KIM O SIĘ BĘDZIESZ SZLAJAĆ???". A teraz powiedział zwykle "okej".
-Jesteś pewnien Louis? - zapytałam., ale to pytanie było zbędne bo Louis tylko popatrzył się na mnie jak na debilkę pokręcił głową i wrócił do swojego wcześniejszego zajęcia - No dobrze papa Louis, mam nadzieje, że nie spalisz domu - uśmiechnęłam sie do Lou a on do mnie. Wyszłam z domu i założyłam słuchawki na uszy, rozłożyłam też parasol, ponieważ padał deszcz. Szlam po chodniku patrząc się na przejeżdżające obok auta. Nagle zatrzymałam się. To co zobaczyłam było dziwne. Liam jechał samochodem razem z moją siostrą. Widać było że dobrze się bawią. Pewnie Alex nie wzieła parasola i Liam chciał być miły i ją podwiózł, szkoda tylko że mnie nie zobaczył. Widocznie za bardzo zajęty był moją siostrą. Tródno. Idę dalej. Około 7 minut póżniej byłam juz w parku. Deszcz powoli przestawał padać. Usiadłam na jednej z ławek znajdującej sie przy moście. Miałam wyjebane na to, ze była mokra. Byłam zła. Liam nigdy się nie spóżniał na spotkanie ze mną. Wzięłam do ręki telefon i wykręciłam numer do Liama. Miałam nadzieję, że odbierze i wytłumaczy to nieporozumienie. Bez skutku. Super. Zadzwniłam drugi raz. Liam też zignorował mój telefon. Do trzech razy sztuka. Zadzwniłam do niego ponownie. Zero reakcji. Szczerze sie na niego wkurzyłam. Najpierw dzwoni i prosi o spotkanie, potem widzę go razem z moją siostrą w samochodzie śmiejących się i śpiewających a teraz jeszcze nie odbiera telefonu. Postanowiłam, że napiszę do niego sms.  Może trochę mnie poniosło, ale zasłużył na to. Widocznie nie chce się ze mną widzieć.               Trudno. Zasłużył na to. Jestem chamska, ale on też. Wracam do domu. Nie będę juz dłużej czekać na tego dupka. Wstałam z mokrej ławki i ruszyłam w kierunku  domu. Miałam łzy w oczach. Może za ostro go potraktowałam? Nie wiem. Nie chce na razie myśleć o nim. Szłam po mokrym chodniku. Nagle jakiś samochód zatrzymał się obok mnie. Na początku przestraszylam się. Potem byłam zła. Z
samochodu wyciadł Liam. Podszedł do mnie i popatrzył mi się prosto w oczy. Odwróciłam głowę.
Odejdź odemnie - zaczęłam mówić, ale skończyłam, ponieważ
Liam pociągną mnie za rękę i wciągnął do swojego samochodu - puść mnie - krzyczałam, ale Liam nie słuchał mnie - Liam, co się z tobą dzieje? - wydawał się być zły. Wsiadł na miejsce kierowcy i pojechał. Jechał zbyt szybko. Zaczęłam płakać, nigdy nie widziałam go jeszcze w takim stanie. Liam zawsze był spokojny,
a teraz zachowywał się inaczej -Liam proszę cię przestań, wypuść mnie z tego samochodu. Liam! Proszę cię - nie mogłam przestać płakać. Z powodu łez nie widziałam gdzie jedziemy. Wreszcie Liam zatrzymał auto. Ja nadal płakałam. On wyszedł z samochodu i znowu wsiadł do niego. Tym razem usiadł z tylu auta, obok mnie.
-Przepraszam - powiedział ze łzami w oczach. Ja nic nie odpowiedziałam. Nie chciałam nawet patrzeć w jego oczy. W tym momęcie nienawidziłam go. Nawet nie wiem za co. Tak poprostu.  Czułam, że już nie jestem mu potrzebna.
-To moja wina - powiedziałam i wysiadłam z samochodu. Cały czas plakalam jak głupia. Nawe nie wiem czego. Przecierz Liam nic takiego nie zrobił. Nagle zorientowałam się, że nie wiem gdzie jestem. Kurde. Szlam przed siebie. Nagle zobaczyłam park. Uff juz myślałam ze sie zgubiłam. To przez ten deszcz. Szlam w stronę parku. Nagle jakiś pojazd oblał mnie sporą ilością wody. Super. Usiadłam cała mokra na ławce. Czułam sie okropnie. Nie mam juz nikogo. Lou nie interesuje sie mną, moja siostra ma wszystko i wszystkich w dupie, a mój chłopak mnie nie kocha. Czy może być jeszcze gorzej? Siedziałam na ławce przed parkiem myśląc co będzie dalej, kiedy jakiś samochód zatrzymał sie. Był to Zayn i Alice. Wyglądali na szczęśliwych. Poczułam silne udeżenie od mojego serca w klatkę piersiową. Byłam zła na cały świat.

•••••••••••••••••
I jak wam się podoba już 4 rozdział?
Smutno mi, że tylko 1-2 osoby komentują mój blog. Proszę was o komentarze, opinie. Może macie jakiś pomysł co do Vicki i Liama? Piszcie. Myślę ze 5 rodział pojawi sie niedługo.
Pozdrawiam Olga 🌸🌸🌸


                                                                    




















sobota, 19 kwietnia 2014

Rozdział 3

                                                               #oczami Alex#
Stałam jeszcze chwilę na moście wpatrzona w oczy Harrego. Kompletnie nie wiedziałam jak mam się zachować w tej sytuacji.
-Mmm Harry? - spytałam, a on odwrócił głowę w drugą stronę.
-Tak? - powiedział i popatrzył się na mnie.
-Możesz mnie już puścić?
-Eh... Przepraszam Alex. Nie chce żebyś czuła się gorsza od innych, którzy jeszcze pamiętają o tym kiedy mam urodziny.
-Harry... Ja... - chciałam powiedzieć ale nie dał mi dokończyć.
-Alex jesteś dla mnie najważniejszą osobą w moim życiu i nic tego nie zmieni - powoedział i zaczą zbliżać swoje wargi do moich.
-Ym, Harry muszę lecieć - powiedziałam i wyrwałam się z objęć chłopaka. Co on sobie myśli? Że jestem jakąś jego zabawką? Zaczęłam isc szybciej niż zwykle. W sumie mozna powiedzieć ze zaczęłam biec. Oczywićcie na moje nkeszczeście zaczął padać deszcz. Popatrzylam sie na mojego psa - był cały mokry. Było mi smutno. Nie chce stracić Harrego a chyba coś do niego czuje w dodatku byłam już cała mokra. Wpatrzona w kostkę chodnika, zapomniałam, że jestem na nim i ze są tu też inni ludzie. Nagle poczułam mocne uderzenie w nos.
-Jak chodzisz baranie?!- wydarłam się i spojrzałam na kogo wpadłam. No tak. Liam.
-Nie wiem owieczko - powiedział okrywając mnie jego kurtką.
-Przepraszam Li.
-Nic się nie stało, dlaczego biegniesz i.. Ej ty płaczesz?
-Ymm no deszcz pada, więc biegnie do domu no i się rozmazałam od deszczu, heh.
-No dobrze. Alex. Jestem sobą, a ty nie. To serio widać. Wiem, że Harry zrobił coś głupiego, bo zawsze z nim chodzisz na spacery. A teraz chodź, podwiozę cię do domu.
Liam jest cudowny. Zazdroszczę Victori takiego chłopaka. Nie dość że jest sexowny to jeszcze mnie rozumie. Jego samochód stał niedaleko miejsca w którym na niego wpadłam. Weszliśmy do niego. Mój pies usiadł z tyłu a ja i Li z przodu auta.
-Do domu?
-Tak panie kierowco.
-Może troszkę muzyki, madam?
-Ależ proszę - kocham sie z nim tak wygłupiać.
Liam włączył jakieś radio gdzie była raczej nowoczesna muzyka. Akurat trafiliśmy na to: https://m.youtube.com/watch?v=0KSOMA3QBU0
Razem zaczęliśmy śpiewać, śmiać się i wygłupiać.
-Och to tu, madam - powiedział Liam z uśmiechem na twarzy i wysiadł z samochodu, aby otworzyć mi i mojemu psu drzwi. Kiedy to zrobił, podał mi rękę.
-Dziękuje panu bardzo - powiedziałam i złapałam za jego rękę. Pociągną mnie tak że aż doskoczylam do niego. Złapał mnie w pasie rękoma i przyciągną mnie do siebię.
-Mam nadzieje, ze sie pani podobało.
Ja nic nie odpowiedziałam. Widać, że chwila poniocła mnie aż za bardzo. Położyłam ręce na włosach Liama i przyciągnełam go do siebie tak mocno, ze nasze usta znalazły się zbyt blisko. Po chwili staliśmy w deszczu połączeni gorącym pocałunkiem. Liam świetnie całował to fakt. Przez te pare sekund czułam sie ze nie liczy sie nic więcej tylko on. To było jakieś pojebane. Te pare godzin. Najpierw Hazz potem Liam. Ogarnełam się i skończyłam pocałunek, popatrzyłam się na Liama, widać było, że był jakiś taki przestraszony.
-Przepraszam - powiedziałam i zawołałam swojego psa który w tym czasie kopał jakiś dół w ogrodzie. Wbiegłam do domu razem z nim i zamknęłam drzwi na klucz. To było głupie. Liam stał nadal przed moim domem na deszczu. Oparłam sie o drzwi i zjechałam po nich na podłogę. Siedziałam pod drzwiami z głową w rękach i plakalam. Nie trwało to zbyt długo. Nie mogłam być tak słaba. Ogarnełam się. Zobaczyłam, że dom jest pusty. Stwierdziłam, że pójdę do swojego pokoju. Wchodziłam powoli po schodach. Znalazłam sie na korytażu, gdzie było 5 pokoi. Wszystkie były
otwarte, oprócz jednego - pokoju Lou. Przestraszyłam się. Już miałam wchodzić do pokoju gdy nagle wydobył się z niego dźwięk. To było coś w stylu "ochhh achhh". Ok. No to wszystko jasne. Pieprzą się i wygonili z domu Victorię. Super. Nie będę im przeszkadzać. Poszłam do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku. Oczy miałam pełne łez. Nie wiedziałam jak to się stało. Co ja teraz powiem Vicki? Przecierz nie mogę powiedzieć czegoś takiego "całowałam się z twoim chłopakiem, jest cudowny". Zabije mnie. No trudno. Spojrzałam na telefon. 5 nowych wiadomości. Od... Harrego?

Ok jeszcze tego brakowało. Nie dość że pocałowałam niewłaściwego chłopaka to jeszcze Harry będzie mnie odwiedzał w takich chwilach. Czasem nie wiem co mu odpisać. Poprsotu nie mam pojęcia jak mogła bym mu wytłumaczyć, że na razie nie mam ochoty na spotkanie z nim.
-AAAA PSIK!
Super jeszcze do tego mam katar i chyba gorączkę. Hmmmm może jednak dobrze by było gdyby Harry przyjechał w końcu nie chce przeszkadzać Lou i Nicole. Haha. Ciekawe jak to jest? Mam nadzieje, że sie zabezpieczyli. Bo... JEZU LOUIS OJCEM. Hahahaha. Nie ma takiej opcji.  Ledwo zajmuję się mną i Victorią. A z resztą. Nicole by wtedy mieszkała z nami. Kocham ją jak 2 siostrę. Mogła by z nami mieszkać. A tak wogóle gdzie jest Harry. Może jednak go potrzebuję? Może nawet? Nieee... Ta myśl nie może przedrzeć mi się przez głowę. Nie kocham Harrego. Poprostu to była chwila nieuwagi pomiędzy nami. Spokojnie Alex. Jej myślę za dużo. Lepiej zejdę na dół. Może Harry już przyjechał?

                                                                       #oczami Harrego#
Alex uciekła. Zostałem sam. Miałem dziwne wrażenie, że Alex chciała mnie pocałować. Może jej na mnie zależy? Ehh. Wracam do domu. Zawołałam psa i poszłem w stronę mojego domu. Nagle zaczęło padać. A jeśli Alex moknie na jednej z ławek razem z psem? Napisze do niej. Wysłałem najpierw wiadomość gdzie jest. Nie odpisała. To nie było w jej stylu. Ona nawet umierając odebrała by telefon odemnie, co mówiąc o sms'ach. Napisłęm znowu. Nie odpisywała. I znowu. Zero odpowiedzi. Nawet kiedy napisałem jej że ją przepraszam nie odpisała. Cholera. Pobiegłem szybko do domu. Zostawiłem w nim psa, wyjąłem telefon i napisałem ostatniego sms'ach do Alex o treści "już do ciebie jadę". Wsiadłem do samochodu, odpaliłem silnik i zacząłem jechać. Podróż zajęła mi dużo czasu. Około 20 minut później byłem już pod domem Alex. Wsiadłem z mojego czarnego BMW. Zamknąłem auto i spojrzałem na dom Alex. Zobaczyłem jej twarz w oknie.
-Czekała - powiedziałem sam do siebie i uśmeichnąłem się.









Rozdział 2

                                                               #oczami Alex#
Dalszą część spaceru spedziałm na rozmowie z Harrym o mojej rodzinie, jego nowej pracy, naszych psach. Wreszcie nadeszła pora na rozmowę o naszych przyjaciołach.
-Wiesz Alex, chcę zorganizować imprezę w ten piątek.
-Co w tym złego?- spytałam Harrego z lekkim poirytowaniem w tonie.
-Myśle że było by fajnie gdybyś przyszła, w końcu jesteś mi bliska, a imoreza jest z okazji moich  18 urodzin- powiedział zerezygnowany Harry.
No tak. Zapomniałam o urodzinach Harrego. Super. Jestem okropną przyjaciółką. Harry stał na moście obok mnie i smutno patrzył się w wodę, która płynęła pod mostem.
-Przepraszam cię- powiedziałam i objęłam od tyłu Harrego. On nic nie powiedział, tylko odwrócił się i poparzył mi się głęboko w oczy. To było dziwne uczucie. Jeszcze nigdy się tak nie czułam. Harry obją mnie tak mocno, że ledwo mogłam złapać powietrze. Nagle poczułam wielką ochotę pocałować Harrego. Ale nie zrobiłam tego. Dlaczego? Kiedy byłam mała moja babcia opowiadała mi różne historie, zawsze pod koniec historii babcia dawała mi jakiś morał. Najbardziej podobały mi się historie o miłość. Jedną z takich histori była historia o przyjaciółce mojej babci Suzie. Brzmiała ona jakoś tak:
"Suzie była moją najkepszą przyjaciółką. Zawsze po szkole razem wracałyśmy do domu. Suzie miała też przyjaciela - Bena. Spędzaliśmy we trójkę dużo wspólnych chwil. Pewnego dnia Suzie powiedziała mi, że chyba się zakochała. Pamiętam to do dziś - zaczęłam piszczeć i biegać po pokoju Suzie jak wariatka. Ale nie zaptałam Suzie w kim się zakochała. Gdy sie dowiedziałam, nie byłam zbytnio zadowolona. Był to Ben. Na początku pomyślałam, że to w sumie i dobrze, no bo mają wiele wspólnego ze sobą, widzą się codziennie i świetnie się razem dogadują. Przez pierwszy mięsiąc Suzie i Ben zaczęli nawiązywać bliższe kontakty ze sobą. Pamiętam ten dzień. Suzie przybiegła do mojego domu i cała ze łzami w oczach powiedziała, że jest w związku z Benem. Cieszyłam się wtedy jak małe dziecko. Chodzili ze sobą około 4 miesięcy. No i zerwali. Tak to był jeden z trudniejszych czasów w naszym życiu. I wiesz co się stało potem? Suzie już nigdy nie odzyskała przyjaźni Bena. Oczywiście odzywali się do siebie, nawet czasem usiedli obok siebie na stołówce szkolnej, ale to już nie było to samo co kiedyś. Suzie straciła w ciągu tamtego pół roku 2 rzeczy - przyaźń i miłość. Morał z tej histori jest krótki Alex - nigdy nie zakochuj się w przyjacielu, bo to zniszczy wszystko co było między wami przedtem"